Wyprawa do Świętego miasta – Rishikeshu zaczęła się od zamieszania. Kilka dni wcześniej kupiliśmy bilet na autobus turystyczny …. ale zamiast dworca startował on z jakiegoś tam adresu. Problem polegał na tym, że adres w Indiach to zazwyczaj nie Ulica i numer budynku, lecz ‘block’, czyli kawałek ‘ośki’. Więc ja np mieszkam na ‘ośce’ Kalkaji , Block K + jakiś tam numer ….. Tyle że Block K jest duży i żaden Rikszarz nie zawiezie nas pod konkretny budynek (żeby było łatwiej …..numery nie idą po kolei)…. i tak właśnie kręciliśmy sie po Centrum Delhi bo rikszarz nie miał pojęcia nawet gdzie jest konkretny Block ….. po kilku telefonach do biura podróży w końcu trafiliśmy na miejsce …… Spóźniliśmy sie ale na szczęście autobus jeszcze tam był
. Po 7 godzinach podróży dotarliśmy do Rishikeshu tuż przed wschodem słońca.
Rishikesh Święte Miasto, położone u Podnóży Himalajów nad Gangesem stało sie miejscem docelowym szukania sensu życia dla mnóstwa Hipisów i wolno duchów , zaraz po tym jak zespół The Beatles Odwiedził to miasteczko. W samym Rishikeshu można spotkać mnóstwo turystów, Sporo z nich wygląda na Beatlesowych fanów
.
Do wczesnego popołudnia bujaliśmy się po mieście, by potem wyjechać kilkanaście kilometrów za miasto żeby spłynąć Gangesem z Powrotem do Rishikeshu.
Zimna, Święta Woda i upał ….. po spływie pojechaliśmy ponad trzydzieści kilometrów dalej, żeby przenocować na campingu nad samą rzeką …. fantastyczne miejsce, żeby tam sie dostać musieliśmy jeszcze schodzić jakieś 2-3 km trawersami ….. samochodem nie można się tam dostać. Ale bez wątpienia było warto …. drobniutki piaseczek i święta rzeka
.
Następnego dnia zobaczyliśmy pobliski wodospad , i wróciliśmy an obiadek do Rishikeshu …… Pani na poniższym zdjęciu składa ofiarę dla rzeki w postaci świeczki i słodkich kuleczek …. Rishikesh sam w sobie mnie nie zachwycił …. duża ilość turystów i naciągaczy , z drugiej strony w mieście nie ma takiej biedy, widać że ludziom żyje sie tutaj dostatniej, gdy chodziłem sobie ostatniego dnia z aparatem po obrzeżach miasta, tam gdzie turyści nie zaglądają … Miasteczko wydało mi się dużo bardziej przyjazne niż np. Delhi czy Agra.
Najlpesze zdjecia wrzucam regularnie na flickra – http://www.flickr.com/photos/hjagien/
Za tydzień jadę do Dharamsali – Miasta gdzie mieszka jego świątobliwy Dalaj Lama.
Pozdrawiam
Kuba













Kubuś, cudne zdjęcie tej doliny skąpanej słońcem. Wyślesz mi je? Na tapetkę w pracy ustawię
Reszta też fajna
No i ogólnie chciałam napisać, że nie tylko Maciek Ci zazdrości pobytu w Indiach
Fajniutkie te wycieczki, także korzystaj i zbieraj wspomnienia! Pozdrawiam serdecznie!
Witaj Jakubie!
Jakies 2 godziny temu dojechalem do Delhi. Zahaczylem sie w dzielnicy Paharganj, mysle ze do 4dni.
Jakis Kingfisher na swietej ziemi?
Kontakt domnie tylko na pl numer 0048506847563.
pozdrawiam
W.