Delhi – Agra – Jaipur – Delhi
kwiecień 17, 2008 autor jakubjurkowski
Moja pierwsza weekendowa podróż po Indiach zaczęła się w sobotni poranek …. Gdzie wraz z Kinem (Meksyk), Paolo (Brazylia), Mercim (Węgry), Badawy (Egipt) wsiedliśmy do najtańszego autobusu udającego się do dawnej stolicy imperium Mogołów (nie Mongołów) Agry. Było gorąco, parno, ciasno i bardzo, bardzo długo (200km=5h).
Trasa Wypadu:
_________________________________________________________________________________
Wzmianka o Transporcie w Indiach:
Generalnie najlepszym sposobem poruszania się po Indiach jest pociąg, niestety ich olbrzymiej ilości, czasami olbrzymia ilość ludzi również ich używa, a miejsca które nie oznaczają słoikowego ścisku trzeba niestety rezerwować wcześniej, zwłaszcza gdy tak jak teraz poniedziałek był wolny i miliony ludzi wybierało się na swój długi weekend.
_________________________________________________________________________________
Spoceni i ściśnięci dojechaliśmy w końcu do Agry i z miejsca zaczęliśmy negocjacje cenowe z riksha’żami i taksówkarzami żeby dojechać do położonego o 40km od Agry - Fatehpur Sikri – Miasta Duchów.
Wracając z Miasta Duchów …….. zobaczyłem mundurowego który przy piersi miał przyczepioną naszą flagę, nie zdążyłem niestety dowiedzieć się co znaczy ta plakietka….. bo riksza ruszyła….ale zdążyłem zrobić zdjęcie:
Podróż z powrotem ! To było to ; )., pomimo iż nie była to najtańsza opcja wybraliśmy dużą Rikszę …. A tutaj możecie zobaczyć dlaczego :
To był fun!, Wszyscy ludzie w mijających nas pojazdach widząc ‘turystów’, machali nam, krzyczeli i robili inne róże dziwne rzeczy :
Maluch to rodzinne auto …..
Niestety nie obyło się bez przeszkód, najpierw zabrakło benzyny i musieliśmy czekać, aż jeden z kierowców pobiegnie napełnić butelkę z benzyną, żebyśmy mogli ruszyć dalej…. A potem był korek :
Tutaj nie ma zasady prawej ręki …. Chodzi o to, kto jest większy, silniejszy, ma większy samochód …..Jeszcze nie widziałem żeby ktoś kiedyś odpuścił…. Wiec gdy trzy samochody (np A, B i C) starają się przejechać i nikt nie jest większy żeby się przepchnąć powstaje korek i zaczyna się trąbienie, wrzaski i inne przepychanki…. Jedyne wyjście to wysiąść z rikszy, przepchnąć się przez tłum do wolnej przestrzeni i wsiąść do innej Rikszy …. Całkiem proste.
Indyjska Ulica …..tutaj akurat Agra:
Hindusi , gdy odpoczywają to nie siedzą ….lecz kucają, mali i duzi, kobiety i mężczyźni …o tak :
Następnego dnia z samego rana zwiedzaliśmy najczęściej odwiedzaną Indyjską atrakcję: Taj Mahal,
A oto skład naszej wycieczki:
Tego samego dnia ruszyliśmy dalej do Rajasthanu do Jaipuru - Różowego miasta. Gdy już wjechaliśmy do Jaipuru kierowca zatrzymał się i kazał nam wysiadać mówiąc, “Sir City Center” …. jak powszechnie wiadomo z takimi wskazówkami się nie dyskutuje : ), później okazało się że do Center to jeszcze kawałek i nie wiadomo dlaczego gościu wysadził nas nie na dworcu . Jak tylko wysiedliśmy to standardowo spotkaliśmy masę “pomocnych rikszarzy” , każdy z nich chciał nas zawieść do najlepszego hostelu (dostają prowizję od każdego przyprowadzonego klienta), normalnie kazalibyśmy się wieść nie do hotelu, tylko gdzies gdzie moglibyśmy sami go sobie znaleźć …ale dowiedzieliśmy się że w jednym z sugerowanym nam hosteli będzie tej nocy wesele …….
Było to dość ciekawe doświadczenie … bardzo dużo jeśli nie większość małżeństw w Indiach zawierana jest z wyboru rodziny, również i na tym weselu nie było widać radości …i miłości pomiędzy państwem młodym … Panna Młoda :
Przez połowę czasu , podczas gdy inni tańcowali i jedli para młoda siedziała na tronach , pozując do zdjęć, nie uśmiechając się , ba panna młoda nawet sie rozpłakała …ale być może poznała swego wybranka kilka dni temu …. a teraz czeka ich całe życie razem…..
Jaipur okazał sie być zaskakująco czysty w porównaniu do Stolicy …. złaziliśmy całe miasto, ale niestety zabrakło nam czasu żeby zobaczyć wszystkie atrakcje …. musieliśmy znowu wsiadać do cudownej gorącej sauny która przez 7 godzin wiozła nas z powrotem.
Kilka zdjęć z Jaipuru:
Najfajniejsze zdjęcia staram się wrzucać na Flickra ….
Pozdro
Kuba






















chwila chwila, 5h po Indiach to nie jest “bardzo bardzo dlugo” to jest naprawde krociutka podroz…polecam 24h pociagiem do Varanasi (planowo mialo byc 17h:))
z tym kucaniem to chyba dobrze, wilka nie złapią, a tak na poważnie zazdroszczę Ci tej wyprawy z całego serca
ja sie znowu zdjęciami zachwycam, ale po wczorajszym obejrzeniu infiltracji stwierdzam, że jesteś Kuba podobny do Leonardo Di Caprio
No tak … ale nawet 24 godzinna podróż w pociągu w klasie “sleeper” gwarantuje jakiś tam komfort (można się wyspać)..o którym można zapomnieć w busach.
Wczoraj właśnie korzystałem z klasy De Luxe (czytaj nasz Polski ogórek PKSu) wracając z Rishikeshu …całe 7,5h :).
Pozdrawiam
Maksymalnie zazdroszcze tych “weeknedowych” wypadów… Kapelusz prawie tak samo “stylowy” jak mój